niedziela, 01 stycznia 2012
A.D. 2011

 

Poprzednich lat trzeba poszukać w archiwum. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coraz szybciej... że coraz bliżej od jednego podsumowania do następnego. Co nie znaczy, że nie dowiaduję się nowych rzeczy (nie wypierając się wcześniejszych spostrzeżeń, ofkors). Zatem zgodnie z tradycją, czego dowiedziałam się A.D. 2011:

1. Po przejechaniu 1,5 tys. km dowiedziałam się, że licznik mojego roweru nie przechodzi na czas zimowy ;-) Power w nogach daje power w ogóle.

2. Jak dajesz dziecku gitarę, nie dziw się, że ci ją nastroi ("Mamo, ta struna to H, a ty grasz jakieś cis i to fałszywie")

3. Cyfra za trójką będzie w nadchodzącym roku większa od trójki, ale przynajmniej będę mogła zostać prezedentem (= nie ma takich minusów, co by się nie dały przekuć na plus)

4. Im się ma więcej czasu, tym więcej się go marnuje (nie przyznam się, o której kończę śniadanie, gdy nie idę do pracy)

5. Półroczne dziewczynki są wciąż tak samo słodkie jak dziesięć lat temu

6. Jeśli nie ustalimy, kto ma coś zrobić, nie zostanie to zrobione. Proste. (Poza bałaganem - robi się sam)

7. Seks to 80% sukcesu związku. Udany seks - udanego związku, ofkors ;-)

8. Wciąż kręci mnie niezapisana kartka listu do Najdroższej Przyjaciółki, szpanerski atrament, ciemny ekran w kinie, "I'm no good" Amy W. i quickstep. I dobrze, że.

9. Wszystko, co mnie tworzy, kim jestem i co robię ma wpływ na to, jakie są moje dzieci. Nie na wszystko, od czego zależy jakie są moje dzieci, mam wpływ.

10. Mój facet, dzieci i przyjaciele są balastem, dzięki któremu lżej mi iść. Przeciwwagą, dzięki której byle co mną nie zachwieje.

11. Nie przekonam się do sms-owych masowych życzeń, świątecznych rymowanek i siadania w kapciach do Wigilii. Na szczęście - patrz pkt. 10.

12. Wstrętne wydry są wszędzie. A ja wciąż jestem naiwna. Dobrze, czy źle ? Co pisałam w 10 ?

A w rozpoczynającym się właśnie roku życzę tradycyjnie, aby korki łatwo wychodziły z butelek, aby rumby się elegancko rozliczały na "cztery, RAZ, dwa, trzy - cztery RAZ...", a walce nie były zbyt szybkie, aby znalazł się czas na spotkania z wszystkimi, którzy są tych spotkań warci, czyli z Państwem również

t.  

17:52, tallita
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 listopada 2011
l'ete indien

  

tak rzadko tu bywam, że musiałam się moment zastanowić nad hasłem

Jesień... a tality budzą się jesienią - kiedyś przede wszystkim po to, aby napisać jedyny w roku list na papierze i pownikać. A teraz aby walczyć z systemem edukacji, treningami, językami, ciężkim tornistrem i B z literek (tak, Buszmen już w szkole).

 

Ale mimo to nie przestaję wnikać, powoli zastanawiam się nad podsumowaniem 2011 (bo koniec roku za pasem), wspominam letnie urodziny, planuję spotkanie z Paulem:

"Zimno już, może zjedlibyśmy coś ciepłego...?"

"Oczywiście. Będzie grzane wino"

 

 

 

21:39, tallita
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 października 2011
lady of the night

 

 

półtora miesiąca później, z podobnego powodu, z mniejszym stresem organizacyjnym, bo odpowiedzialność trochę z boku, w tym towarzystwie jednak, w takiej aranżacji - niezwykła impreza

za piętnastolecie wszystkich, za piętnaste spotkanie niektórych - wódka na stole (moje udo pod stołem)

"nie można w tym wieku być tak szczupłą. przeczysz prawom fizyki"

 za wyjątkiem prawa przyciągania się dwóch ciał

(you know that) I'm no good

 

 

 

 

21:26, tallita
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 września 2011
pół wytrawnie pól słodko

 

propozycja bez żadnego zbędnego słowa ("wino w środę"), krótkie pytanie, czy piję czerwone wytrawne (demi sec, sec)

nie spodziewałam się takiej propozycji, potwierdzam godzinę i pytam na wszelki wypadek "gdzie mam się (w)stawić?" na co słyszę (czytam): "u mnie"

a więc będzie słodko

pół wytrawnie pół słodko

 

 

22:59, tallita
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 września 2011
cykady na cykladach

 

jest bardzo bardzo bardzo cicho 

Mętlik w głowie, który nie jest ani odrobinę mniejszy przez to, że się go spodziewałam. Znane już uczucie nagrywania na kilku ścieżkach jednocześnie i niemożność odtworzenia później. Brak jakiegoś katalizatora...

przez bardzo bardzo krótką chwilę

widzę dokoła rój motyli

A jednak się da - organizować, zestresować, zaplanować wszystko, a i tak nie przewidzieć wszystkiego, a potem jeszcze dobrze się bawić. W wieku 30+ lat jakoś łatwiej przychodzi wyartykułowanie swoich oczekiwań w stronę mającej wszystko w ogonie obsługi lokalu, która kilka sekund później znajduje wyjście z sytuacji. Jednak się dało.

I chociaż wydaje się to niemożliwe, jednak się da na kilkanaście godzin przenieść w zupełnie inny świat i zachowując całe swoje doświadczenie i wiedzę, o tym co zdarzyło się "po", poczuć się przez chwilę "tam".

jem słodkie słodkie winogrona

Nie nie nie, nic z tych rzeczy ! Przecież nikt z nas niczego nie żałuje, nieważne, że można było inaczej, skoro postąpiło się tak, jak się postąpiło (wstąpiło bądź nie wstąpiło). Ale to nie przeszkadza pytać, dlaczego. Nawet jeśli tylko w myślach. Nawet jeśli tylko żartem:

-  "że też nie zdecydowałam się ciebie wtedy poderwać..."

- "trzeba było, nauczony chodzić w zaprzęgu byłbym dobrym kandydatem"

Stopy mam takie gorące
Gorące w ustach słońce


Długość niektórych znajomości ma już prawie 3 z przodu. I nagle, choć przecież nigdy nic, jakieś całusy na środku parkietu. I niby nic, bo doprawdy nie wypada/bez sensu/jestem szczęśliwą mężatką (właściwe podkreślić). I przede wszystkim - przecież nigdy nic ! I nagle wraca wspomnienie rozgwieżdżonego nieba oglądanego po jakiejś imprezie z trawnika przed rodzinnym domem... Ech... 

dobrze mi, ach jak dobrze mi

Wzniosłe dyskusje, plemienne tańce, wódka na stole, moje udo pod stołem, czy idziesz w moją stronę-nie wiem czy chcesz...

 

Wszystko jest kwestią naszego spojrzenia, więc nikomu niczego nie zazdroszczę, na starych slajdach odnajduję siebie, a w swoim obecnym życiu szczęście i spełnienie. A może coś w tym jest, że wszyscy, którzy się pojawili dawali odpisywać na maturze, odpisywali widać tylko nieobecni...

 

i jeszcze jeden, i jeszcze raz...

potrzebuję jeden dzień więcej na zmycie lakieru z paznokci

 

20:43, tallita
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 sierpnia 2011
trzy piwa na trzecią rocznicę

 

"Mam bilety. Pożegnamy się potem w tramwaju" - deklaracja Paula zdefiniowała trasę naszej wędrówki po Kazimierzu. Ciemne na zmianę z jasnym, dokładnie trzy piwa na trzecią rocznicę naszych spotkań.

Powrót przedostatnim tramwajem, bo jak można nie lubić nocnej podróży oświetlonym wagonem? Tylko kilka przystanków, żegnamy się, a Paul naciska dla mnie otwieranie drzwi. Uwielbiam tę dbałość o szczegóły... 

"To była chyba 1 sekunda" piszę chwilę później już z domu.

"Wydawało mi się, że dłużej..." 

 

 

21:48, tallita
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 sierpnia 2011
klin klinem

 

Ponieważ jem, ale nie śpię, musiałam z kimś pogadać. Padło na Paula. Więc niby służbowe jedno popołudniowe piwo i szybkie streszczenie urlopu, w tym - niespodziewanie sierpniowych - urodzin.

- Trochę rozjechane mam teraz emocje - żalę się.

- Ale dlaczego ? Całowaliście się?

- ??? Zdefiniuj 'całować'...

Na co Paul bez chwili wahania tłumaczy, że jeżeli usta spotykają się na dłużej niż 2 sekundy, to oznacza całowanie ;-)

 

 

OK, zdefiniujmy 2 sekundy, Paul *

 

18:21, tallita
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
nothing's gonna change...

 

 

Możliwe, że tak jest łatwiej- bez planowania, kombinowania, odliczania dni. Po prostu "przyjadę jutro" :-)

Rozważania czy sukienka czy dżinsy, a skoro spodnie to która bluzka (i jaki stanik)... siłą rzeczy ograniczone do dwóch porannych godzin (w tym mycie włosów). Wybór butów na siedmiocentymetrowym obcasie nie podlegał dyskusji.

Niespodziewanie wielką przyjemność sprawiło mi śniadanie w ogródku, który obserwowaliśmy przez ostanie 2 lata zza szyb i możliwość letniego spaceru po K.

Poza tym bez zmian. Początkowy entuzjazm i luz (znów pewnie mówiłam za dużo) szybko przykręcony, bo przecież nie wypada... I kilkakrotnie przemykająca przez głowę myśl, że przecież nie można się tak w kogoś wpatrywać...  Nie wiem, czy boję się bardziej spojrzenia szarych oczu, czy swojego w nich odbicia.

I jak zawsze opowieści, żarty, wspomnienia, problemy i plany. Mieszanka "cieszę się" i "dobrze cię widzieć". Coraz więcej słów i spojrzeń... Z roku na rok więcej zmarszczek w kącikach szarych oczu. Znów gubię się i nie wiem, nie zastanawiam już, gdzie jest połowa drogi od dłoni do dłoni, od ust do ust.

Za lekko i zbyt dobrze mi z tym, więc czekam na ten moment, gdy ogarnie mnie smutek i żal, że może jednak trzeba było inaczej... Bo że moment taki nadejdzie, jestem pewna.

Nie zaglądam do wpisów sprzed lat - i bez tego wiem, że tegoroczny najbardziej konkretny i najmniej sentymentalny. A może to sierpień i ta cyfra po 3 większa od 3, że mi się nie chce dziś gdybać.

Bo poza tym bez zmian. I te spojrzenia, i słowa, i ta droga od dłoni do dłoni, od ...

 

 

 

 

18:15, tallita
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 sierpnia 2011
życzliwy niech nam będzie szlak

życzliwy był zdecydowanie

okazało się, że można zaplanować - już w lutym - długi urlop, pracować tuż przed nim po dziesięć godzin dziennie. codziennie. i nie oszaleć

potem wyjechać - najpierw na weekend z Inżynierem, a później przyczaić się i wykorzystać wszystkie słoneczne dni przeganiając dziecka po bieszczadzkich połoninach.

i wrócić. i mieć jeszcze tydzień do powrotu do pracy. i robić zakupy w normalnych godzinach. na straganie, w dzień targowy.

przez te kilka dni w roku nie śpieszyć się nigdzie. co najwyżej na PKS, który i tak przyjechał 40 minut po czasie. mieć komu pokazywać panoramę z "dużej rawki" (Buszmen nie przyjął do wiadomości, że jest mała i wielka). wysłać dzieci do babci i nie tęsknić za nimi (dwa dni z dzisiejszym). nieumiarkowanie pić piwo po 20 koron. spać nago i kochać się rano.

 

 

 

17:33, tallita
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 kwietnia 2011
one more cup of coffee (before I go)

 

 

Wraca jak bumerang temat "zdefiniuj zdradę", bo ja naprawdę nie wiem, czy jadąc z butelką wina i zakupami do kolegi vel przyjaciela (zdefiniuj : kolega, zdefiniuj: przyjaciel), aby pogadać i zjeść na kolację wspomniane zakupy - czy zdradzam męża, który w tym dniu zje kolację sam przed TV ?

Powiedzmy, że należy trochę czasu poświęcać przyjaciołom, zwłaszcza gdy się czują źle z tego czy innego powodu. Ale czy zmienia kwalifikację mojego postępku fakt, że kolega jest młody i przystojny (ech...) ? A więc nie wiem. Staram się nie jeździć zbyt często ;-)

 

Płacę za to wysoką cenę – zdarza się jakiś przebłysk wahania, chwila zastanowienia, czy aby na pewno podjęłam dobre decyzje... I wiem jednocześnie, że wątpliwości ma się zawsze - poza tym krótkimi momentami upojenia, odurzenia bądź zakochania (zależy co na kogo działa): może to nie to, a można było lub trzeba by jak najszybciej inaczej...

I ten irracjonalny żal, że nie można być jednocześnie baletnicą i zawodnikiem sumo ;-)

 

Więc dokonuję wyborów, pozwalam by się spełniały plany i … (by nie oszaleć) wierzę, że wybrałam dobrze. A wątpliwości są zawsze. Dla mnie to dowód, że czuję, myślę... że żyję naprawdę. Nawet gdy wydaje się, że nie odzyskam spokoju.

Sensownych facetów wokół siebie wciąż dostrzegam, doceniam i… płacę za to wysoką cenę. Zawsze płacę za siebie.

 

A kawa zawsze jest samotna. Nawet jeśli na tym samym stoliku stoi druga, o której wiem dokładnie, ile powinna mieć cukru i mleka i w jaki sposób ostatnia kropla zawiśnie na Jego ustach. Bez różnicy, czy te usta były już wszędzie, czy też nie dotknęłam ich nigdy w życiu. Moja kawa jest moją kawą. Zawsze jest samotna.

 

  

   

 

17:15, tallita
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51